Przyznacie, że to dosyć banalne pytanie. Niby każdy z nas zdaje sobie sprawę, że to co jemy ma wpływ na to jak się czujemy. Ale czy na pewno?
Zawsze moją najgorszą zmorą był okres. Nie bójmy się tego słowa, robimy z tego jakiś temat tabu, a tak naprawdę każdy z nas ma z nim styczność, niezależnie od tego, czy jesteś kobietą czy mężczyzną - tak właśnie!
Nie dość, że trwał 6-7 dni, to minimum 3 dni miałam tak potworne bóle brzucha że doprowadzały do wymiotów, biegunki, potwornej migreny - co miesiąc kilka dni wyjęte z życia i spędzone na bieganiu między łóżkiem a łazienką... Nikomu tego nie życzę.
Uprzedzając pytania - tak, byłam z tym tematem u ginekologów.
"Pani mama tak miała? No, to genetyczne, trzeba to przeżyć."
"Przejdzie Pani po ciąży." - miałam wtedy 14 lat...
"Chce Pani ziołowe tabletki? Może będzie lepiej."
No, nie. Nic nie pomagało.
Do czasu :)
Jak mama mnie uświadomiła, że w dzieciństwie miałam skazę białkową i być może nadal nie toleruję kazeiny odstawiłam natychmiastowo krowie mleko, jogurty i twaróg. Żółty ser był dla mnie wtedy nie do odstawienia, potrafiłam zjeść kilkanaście plasterków dziennie...
Było lepiej. Okres nie trwał już tygodnia tylko 5 dni i tylko 2 z nich umierałam. Dosłownie. Znaczy, tak się czułam.
Kilka miesięcy temu postanowiłam całkowicie przejść na dietę roślinną. I stała się magia.
Mija mi właśnie kolejny okres, podczas którego:
- nie wymiotowałam
- nie wzięłam żadnego leku przeciwbólowego
- normalnie funkcjonowałam (praca, zajęcie się domem) bez przymusu leżenia w łóżku.
I możecie mówić co chcecie - według mnie jest to zasługa tylko i wyłącznie diety. Praktycznie w ogóle nie piję alkoholu, staram się mniej stresować. I to chyba działa :)
Dla ciekawskich - moja dieta jest w miarę dobrze zbilansowana, po raz pierwszy od 10 lat mam w normie żelazo (co było dla mnie nie lada szokiem, bo jak to żelazo w normie jak nie jem mięsa?!), robiłam ostatnią morfologię krwi miesiąc temu.
Dla ciekawskich vol.2 - przy ostatniej wizycie u ginekologa z ciekawości spytałam, co mogę zrobić na bolesne okresy, żeby sprawdzić, co odpowie.
"No właściwie to nic, pewnie pani po ciąży przejdzie. Albo na kilka dni przed okresem codziennie na wieczór tabletka aspiryny."
AHA.
Podsumowując - nie słuchajcie zawsze lekarzy, nie zawsze (albo wręcz rzadziej niż częściej) mają rację. Ja ze swojej strony mogę Wam potwierdzić, że przejście na dobrze zbilansowaną dietę roślinną na pewno pomoże przy boleściach miesiączkowych. Nie dam Wam na to gwarancji, ale mówię na podstawie swoich doświadczeń.
A Wy? Mieliście jakieś dolegliwości, które ustąpiły po przejściu na dietę roślinną lub po ograniczeniu jakichś produktów? Jestem mega ciekawa! Piszcie w komentarzach lub na Instagramie @niebieskaweganka. Do następnego! 💗
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz